poniedziałek, 2 maja 2011

dui

Jeszcze trochę. Jeszcze trochę. Wyśpię się w autobusie. Pomyślę o całym zwariowanym tygodniu. Nie, nie wszystko jednak idzie łatwo. Ponowny wyjazd z miasta gdzie jest tyle mi bliskich osób wcale, a wcale nie jest łatwy. Może gdybym wiedział kiedy znowu odwiedzę mój Kraków było by łatwiej, ale nie wiem. Szczerze nie mam pojęcia czy nie widzieliśmy się ostatni raz. Szafy opróżnione, ulubione książki, płyty, koszuli, bokserki zapakowane. Nie, nie jest mi smutno. Mimo wszystko, a właściwie mimo niczego ( bo co jest wszystko? Of course. Wszystko to nic.) uśmiecham się do każdego z osobna. A kiedy płaczę to nie dla tego ,ze opuszczam ludzi, którzy mają u mnie w sercu zagrzane miejsca. Płaczę, bo świat mnie boli. Boli mnie cierpienie. Boli mnie nie zrozumienie innych dla innych. Boli. A jak boli za bardzo to uciekam w samotnie i właściwie nikt nie wie kiedy boli tak nie do wytrzymania. Na szczęście więcej się uśmiecham niż smucę.

G jak Grubcio
D jak Dominika dziewczyna ratownika
E jak Elinka
C jak Czapa

K jak Krzychu
M jak Magdziocha
S jak Szef
D jak Damian
P jak peto
J jak Marcja
K jak Kuba
J jak Jaga
E jak Ewa
T jak Teresa
J jak Jerzy
M jak Maciek
M jak Martynowicze
M jak Małgosia
A jak Ambroży
P jak Paweł
B jak Bliźniaczki
M jak Martynka
Ł jak Łukasz
B jak Bukowina

I próbuję sięgnąć pamięcią do każdego dnia z ostatniego tyg.Ale tydzień ten zlał się w jedną godzinę. Po co to wszystko wypisuję, po co trzymam zdjęcia w sieci. To proste. Do tych bazgrołów, mogę zaglądać wszędzie, jeśli tylko int dany mi jest.
bye bye Poland.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz