Kochanie!
Wszedłbym jak nigdy, w pierwszy dziwny dzien tygodnia. Wtorek nie poniedzialek. Uśmiechnąłbym się do Ciebie, lekko musnal wargami w czolo, powiedział cieszę się, że jesteś i dał pięknego słonecznika, którego podziwiałem rano w drodze do pracy, który nie wiedzieć jak rozpromienił mnie do reszty na cały dzień, a może i tydzień, aaaaaaa może bądzmy szaleni zycie. A później, a później... a później opowiedział droga, najdroższa o koledze z pracy, który zatrzasnął się rano w kibelku i pan mechanik od drzwi przyszedl co się zwie slu... no wiesz jak... Zeby go wydostać. I jeszcze cicho bym dodał,ze cały dzein myslalem o Tobie choć flirtowałem z klientkami wyobrażając sobie ,ze to Ty. I gdybys była to Bóg mi świadkiem, że dziś byłym, a nie bywał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz